Produkt reglamentowany. Prawda

Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek — poznając Go i miłując — mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie.


Nie trudno, aby dojść do wniosku, że nie chodzi tu tylko o Prawdę, chodzi też o prawdę w naszym życiu na co dzień, w naszej powszedniości, naszej racjonalności.

Dla osób wierzących zrozumiałe jest, jest to dosłownie kojące i przywołujące pokłady łagodności sformułowanie, że wiara i rozum pozwalają na doznanie poznania i rozważania prawdy.

Słowa, które słyszała większość wierzących, ale też niewierzących. Wiara i rozum jak dwa skrzydła. Dzięki nim możesz poznać i lepiej zrozumieć prawdę. A gdyby obrócić zależność i zadać sobie pytanie, czy dzięki prawdzie można dojść do wiary i rozumu? Gdyby drogę do wiary rozpocząć od prawdy? Czy jedno pozwolenie sobie na prawdę w swoim życiu, w odniesieniu do naszej jednej sprawy, jednej rzeczywistości daje jakąś szansę na zmianę w innych?

Nie chcąc wchodzić w filozoficzną wykładnię prawdy i rozumu, trzeba przyznać, że wbrew pozorom Prawda, o której mówią Doktorzy Kościoła jest ściśle powiązana z prawdami o nas samych, z tą chyba najprostszą dla człowieka, najbardziej dostępną, na wyciągnięcie ręki – uczciwością człowieka wobec samego siebie. Drogą małych do wielkich prawd. 


WYMIARY PRAWDY

Poznać prawdę to przedtem wiedzieć o co z nią właściwie chodzi. Nie zawsze i nie wszyscy zawsze potrafimy to uchwycić. Mówi się, że względna, że medal ma dwie strony albo każdy ma swoją. Nikt nikomu nie każe prowadzić męczących rozważań przypominających akademickie dysputy. Chodzi o stanięcie w prawdzie przed samym sobą. Wyjście z siebie i obejrzenie stanu rzeczy z zewnątrz. Tylko tyle, gdy z łatwością o tym opowiadamy dając wskazówki i aż tyle, kiedy przychodzi moment na obiektywność z subiektywnego punktu widzenia.

Gdyby odkryć wszystko co uwiera zbyt mocno, a na co brak odwagi. Nie teraz, teraz nie mam czasu, teraz będę zajmował się czymś innym, jest tyle ważniejszych rzeczy, jestem zmęczony, teraz potrzebuję spokoju i odstresowania. Tak, być może nie wszyscy mają pragnienie chodzenia za szukaniem prawdy, ale intuicyjnie, biorąc pod uwagę subtelne obserwacje, można nieśmiało powiedzieć, że zdecydowana większość ma w sobie zaszczepioną, choć czasami nieuświadomioną ciekawość i tęsknotę za prawdą. Że ten pierwiastek dobra jest żywy. Że ta prawda jest czymś intrygującym w naszych życiach, w pozytywnym słowa znaczeniu. Wołająca, czasami zagłuszana, przyrzucana innymi rzekomo ważniejszymi sprawami.

A co byłoby gdybyśmy zadali sobie uczciwie pytanie: co by się zmieniło, gdyby w końcu odważyć się podjąć ten temat? Czysto kalkulacyjnie – na pewno wynikałyby korzyści dla własnego komfortu życia, oczywiście, zaznaczając granice – nie myląc komfortu z konformizmem. Nawet jeżeli nie uda nam się dojść do wiary, to wypłyną z tego niemal gwarantowane korzyści dla nas samych. Ważne, że decyzja o podjęciu drogi została podjęta. Drogę do prawdy i przez prawdę i tak będzie trzeba przebyć w drodze do wiary, a przecież im wcześniej, tym lepiej. Jeżeli zdobędziemy się decyzje wobec sobie samych: tak, chcę stanąć twarzą w twarz i zobaczyć życie takie, jakie ono faktycznie jest. Bez żadnych zagłuszaczy, różowych okularów ani prób wybielania się przed samym sobą. Czasami pewnie może być ciężko, bo niektórych spraw zostawiać wcale nie chcemy, dziś wydają się przecież całkiem przyjemne i względnie nieszkodliwe. Potrzeba uważności, bo chodzenie za prawdą to niekończący się proces i nie trudno zejść z tej ścieżki, a zorientować się po czasie.

Św. Augustyn, człowiek, o którym mówi się, że kończąc życie nie żył powierzchownie. Ale jak wyglądało życie w jego trakcie? Można przeczytać o tym, że był przekonany, że Prawdę odnajdzie w prestiżu, karierze, w posiadaniu rzeczy, że może w tym odnaleźć szczęście. Że te błyskotki nie są przeszkodą i można na to przymknąć oko. Życie toczyło się dalej. Błędy, przygnębienia, niepowodzenia. Jednak najlepszym, co wynika z jego życia i z przebytej drogi, a co świadczy o jego wewnętrznej determinacji jest to, że nie zatrzymał się na tym. Nie zadowalał się tym, co dawało promyk światła, a szukał. Do prawdy o sobie i z prawdy do Prawdy. Potrafił spojrzeć głęboko w samego siebie. Doszedł do momentu, gdy czuł, że Prawda, ten Bóg, którego szukał o własnych siłach, był mu bliższy niż on sam sobie. Doszedł do świadomości, ze On zawsze był przy nim, nigdy go nie opuścił. Nienarzucający się, dający pełną wolność Bóg, który czekał, aby wejść na dobre w jego życie.

Dlaczego akurat takie przywołanie? Nieustępliwość w szukaniu prawdy w życiu. Bo u św. Augustyna był też, wzniośle nazywany, pokój serca. O jego doświadczenie, gdzie poznał, że trwały pokój leży w odnalezieniu Prawdy. Nie on sam odnalazł Ją, a Prawda, czyli Bóg sama go dogoniła i odnalazła. Ciekawość, która nie jest pozą, ale postawą, w której człowiek w swojej świadomości chce i podejmuje się tego szukania.

To zawsze ciekawe, gdy w gruncie rzeczy mamy poczucie, że nasze życia są poukładane, żyjemy sprawiedliwie. Generalnie mamy wszystko pod kontrolą, a często, gdy przyjrzymy się sobie bliżej, to możemy znaleźć w sobie jakieś ścieżki myślenia, które przykrywają prawdę.  Że może nawet jest nam wygodniej nie ruszać pewnych spraw. Odwaga, akceptacja i chęć pracy nad sobą. Odwaga do stanięcia przed samym sobą. Akceptacja, że popełniliśmy błędy, że świat się nie skończył, mamy otwartą drogę do zmian i potrzebna jest tylko decyzja. Tak często chcemy zmieniać świat, myślenie innych ludzi, zastane obyczaje, a przecież najcięższa praca, i ta, przez którą mamy największy wpływ, to praca nad sobą.